Archiwum dla czerwiec, 2008

29
cze
08

Thinkpad!!

Wreszcie! Ukochany, najlepszy, najwygodniejszy najsuperekstraloptop Thinkpad R61 z procesorem Core 2 Duo T8100 (2.1GHz), 1×2GB RAM, NVidią Quadro (128MB) i wszelkimi Thinkpadowymi bajerami jest MÓJ! :>

Co tu dużo mówić – od środy świętuję, dopieszczam, instaluję itp. itd.

No, pierwsze wrażenia mam już za sobą, a teraz pora na więcej szczegółów. Na wstępie pozwolę sobie gorąco(!) polecić Olsztyński sklep komputerowy Onyks. Notebook zamówiony we środę, był u nich już następnego dnia (zamówiony około 17, telefon od Onyksu ok. 12 dnia następnego)! Poza tym bardzo profesjonalna obsługa.

Wracając jednak do Thinkpada – notebook jakich mało. Naprawdę, powiedzieć o nim “genialny” to mało. Notebook spisuje się świetnie, jest piekielnie wygodny i bardzo wydajny. Pomijając podaną wcześniej specyfikację, wspomnę o reszcie plusów tego sprzętu. Punktem który należy tu wymienić jest niewątpliwie świetny ekran WSXGA (15.4″) łapiący rozdzielczość… 1680×1050! Kolejnym plusem jest bardzo dobry touchpad oraz Navigation Point który momentami może spokojnie zastąpić myszkę ;] . Dodatkowo, laptop posiada wejścia na karty pamięci (wszystkie znane mi typy :D ) oraz na karty rozszerzeń (2 wejścia). Dodatkowo posiada wejścia/wyjścia na słuchawki, mikrofon, usb, monitor, S-Video, Ethernet, Internet i AC (:P). Niewątpliwym plusem (i bajerem :P ) jest czytnik linii papilarnych (którego jeszcze pod linuksem nawiasem mówiąc nie skonfigurowałem) oraz bardzo wygodna klawiatura z dobrze przemyślanymi klawiszami funkcyjnymi. Kończąc specyfikację dodam jeszcze do puli całkiem porządne głośniki i podświetlenie i mamy laptopa właściwie idealnego. Wymagającym może jedynie brakować kamery :P .

Wracając do innych spraw bierzących – już we czwartek wyjeżdżam na obóz informatyczny Muszyna 2008 organizowany przez stowarzyszenie Talent. Nie muszę chyba mówić, że mnie to piekielnie cieszy :D . Obóz trwa 2 tygodnie (13 dni) i zapowiada się genialnie ;] .

Żeby jednak nie zakończyć obozu kompletną klapą (jak ostatnio), na tydzień przed obozem (czyli od wczoraj) powtarzam i szlifuję algorytmy. Przy okazji piszę opisy każdego algorytmu i kody źródłowe, które potem posłużą do przygotowania minitutoriala algorytmicznego. Tutorial opublikuję po trochu/w całości przed końcem wakacji.

18
cze
08

Wakacje!

I stało się! Dla mej szanownej osoby rozpoczęły się już wytęsknione wakacje! Jeszcze się do tej sytuacji nie przyzwyczaiłem więc trudno mi określić na ile mnie to cieszy (czyt. “Kurna!? Już?! Kiedy to minęło?! :O”).

Uff, to był pracowity rok, jeden z najtrudniejszych w moim krótkim jeszcze życiu. Zmieniłem się na tyle, że sam to zauważam ( :D ).

No a teraz wracając do spraw ważnych – za rączkę z tutorialem (i z mieczykiem przez błędy kompilacji, problemy enkapsulacyjne itp. itd.) udało mi się wreszcie porzucić znaną wam z poprzedniego wpisu kostkę 3D na rzecz… modeli! Tak, mój 435-liniowy silniczek nauczył się wczytywać modele 3D. To milowy krok dla tego mini-projektu. Dodatowo, dla własnej wygody zaimplementowałem system oddalania i przybliżania kamery. Oto jak wygląda:

3D Spsceship ;]

Sprostowanie: Korzystam z tego tutoriala. Choć z zewnątrz efekty mojej pracy oraz pracy autora tutoriala wyglądają właściwie identycznie, w środku diametralnie się różnią. Główną różnicą jest bardzo duży nacisk na obiektowość w moim silniku. Jedyne co czerpię z tutoriala to fragmenty kodu czysto OpenGL-owe i ładujące tekstury/modele, bo tego po prostu sam nie umiem zrobić. Korzystam również z takiego samego modelu z braku innego i lenistwa (nie chce mi się szukać modeli po sieci ;p).

No, nakleiłem sobie plaster na sumienie, teraz kolej na wasze opinie…

15
cze
08

After Chaos Engine

Wakacje za pasem, a ja ruszyłem wreszcie swoje szanowne 4 litery i zabrałem się za Engine 3D, który sobie od dawna obiecuję. Nie oszukujmy się, prawdopodobnie mi się nie uda (70% samodzielnych, dużych projektów z reguły kończy się maksymalnie połowicznym sukcesem) ale przynajmniej się czegoś nauczę. Silnik powstaje w OpenGL-u przy użyciu darmowego interfejsu graficznego GLUT (wiem jak to brzmi :D ). W chwili obecnej całość ma ponad 300 linii kodu i potrafi wyświetlić kolorową kostkę:

Cube3D

którą można obracać o 20* w każdą stronę. No, to by było na tylę na chwilę obecną. Zabieram się właśnie za porządki w kodzie, a następnie spróbuję mojego małego kolegę (kostkę, zboczuchy! :P ) oteksturować.

Byłbym zapomniał – okno nie ma obramowań ani belki tytułowej z winy compiza. To jakiś duuuuży bug, którego nie mogą rozwiązać od ponad roku. Nie chciało mi się w tym grzebać, grunt że bez pasków całkiem znośnie działa.

@Edit: Udało się! Za rączkę z tutorialem udało mi się oteksturować tą wstrętną kostkę. Diabelnie fajne, nieprawdaż(?):

Na chwilę obecną lekko poszatkowany kod ma ponad 450 linii.

12
cze
08

Polacy zawsze mają pecha…

“Polacy zawsze mają pecha!

Na szczęście ciągle mamy czas!

Ani Holendra, ani Czecha…

Pech prześladuje tylko nas!”

[Big Cyc - Pechowy jak Polak]

Jak mieliśmy okazję widzieć na meczu Polska – Niemcy, nasz naród pasuje jak ulał do tekstu piosenki.

Ja, nie wyróżniając się zbytnio wśród rodaków, również ostatnimi czasy cierpię na piekielnego pecha!

A to mi się popołudnie nie ułoży, a to zachoruję przed wakacjami, a to sobie rozwalę nadgarstek (jak dziś). Niby błahostki, ale zebrane “w kupę” potrafią nieźle w kość dać :/.

Wiem, pierdolę od rzeczy. Pecha nie ma, farta nie ma, jest tylko przypadek. Musiałem się trochę wyżalić światu jakie to życie jest złe i do kitu. Na szczęście już niedługo wakacje ( ;) ) oraz nowy komputer ( :) ), a potem obóz informatyczny w Muszynie ( :D ).

Byle do 20….

A co potem? Poza wspomnianym obozem, w te wakacje mam zamiar ostro za algorytmy się wziąć, trochę dorobić oraz zająć się trochę 3D (OpenGL). Czas pokaże co z tego uda mi się zrealizować, ale jestem dobrej myśli…

W końcu mam pecha, gdybym był złej myśli to w ogóle nic by mi się w życiu nie udawało ;) .

04
cze
08

Resztkami sił…

Koniec roku szkolnego za pasem – idealna pora, by wypruć sobie ostatnie żyły, które jeszcze jakimś cudem (jak to sformułowanie ironicznie w moim przypadku brzmi…) ocalały. Po prostu “Kur*a mać!” – jak w pewnym starym, kultowym, polskim filmie. Zastanawia mnie jakim cudem odnajduję w sobie tyle siły, by uczyć się i zdawać po kolei tyle egzaminów ile miałem już w tym tygodniu i ile mi jeszcze zostało….

Dla dokładności (co leży w mej naturze) dodam, że zaliczałem już w tym tygodniu 6 sprawdzianów/egzaminów (mamy środę wieczór…), a przede mną jeszcze jakieś 5…

Co rzadko mi się zdarza, ogarnia mnie swoiste uczucie bezsilności, braku motywacji do dalszej walki z jakże kur*a niesprawiedliwymi nauczycielami (jak to ujął Tuwim “Mądrale, oczytane faje [Całujcie mnie wszyscy w dupę!]“). Swoją drogą ciekawe co miała moja chemica z matematyki, skoro z 5 na półrocze, 5, 5 i 4+ wychodzi jej 4 na koniec?! Albo taki wfista – 5 na półrocze, jedna 5 w tym półroczu, 4 na koniec O.o. Albo taka Anglistka co to ocenia jedną pracę na 6 (która nawiasem mówiąc ma od ch*ja błędów, i dwa razy więcej błędów których ten babszyl nie zauważył), a drugą IDENTYCZNĄ (no dobra, poprawiłem błędy :P ) na 5+, która zapytana o powód odpowiada, że praca jest na zbyt niskim poziomie…

Mówicie, że życie jest piękne? To się kur*a grubo mylicie! Życie jest brutalne, trudne, rzuca bez przerwy kłody pod nogi i niewiele je obchodzi wasz los! I tu dochodzimy do sedna sprawy. Co jest w takim bezsensownym, brutalnym życiu jest najważniejsze?

To ciekawy temat, który można analizować na wielu przykładach. Jako że już od kwestii ocen zagalopowałem się aż do kwestii sensu życia, napomknę o wydarzeniu powiązanym z obydwiema tymi kwestiami. Wydarzeniem tym była dzisiejsza praca klasowa z matematyki (graniastosłupy). Nikt (ze mną włącznie) nie miał czasu się do niej przygotować, więc zdobyłem zadania i odpowiedzi (nie pytajcie jak i skąd), wykułem się ich i rozdałem chętnym po klasie. Posypią się szóstki jak nic, ja już wiem że mam (oddałem pierwszy, a przywilejem pierwszej ławki jest zaglądanie nauczycielowi na biurko :P ). Jednakże, kiedy dostałem wymarzoną ocenę, wcale nie byłem z niej zadowolony. Wręcz przeciwnie, źle się z nią czułem.

Ktoś powiedziałby (i nawet wiem kto :D ) “Debil!”, czy jak to się teraz czasem zwykło mawiać “Idź do domu!” (w ciekawszych wariantach pojawia się też nawiązanie do psa w postaci “budy” zamiast domu, ale to już temat na całą książkę odn. słownictwa polskiej młodzieży z okresu początku XXI wieku…), ktoś inny powiedziałby pewnie “Ej, daj spokój, przecież zadania rozwiązałeś sam w domu, nie miałeś czasu się uczyć, zawsze jesteś szóstkowym uczniem, należało Ci się”. Pierwszy, choć wulgarny, miałby w tym odrobinę racji – darowanemu koniowi się przecie w zęby nie zagląda. Drugi z kolei racji miałby jeszcze więcej – faktycznie, nie miałem czasu i zadania dzień przed były moją ostatnią deską ratunku. Zastanowiło mnie to jednak i jak to często w moim wypadku bywa, zmusiło do myślenia.

Co ja teraz, po przemyśleniach mam do powiedzenia? A no mam do powiedzenia, że “G*wno prawda!” (i nie, nie jestem anarchistą). Owszem, byłem sprytny, byłem zdeterminowany i chwytałem każdą okazję, by “wyjść na swoje”. Ale czy ma to jakiś sens? Czy ma jakiś sens pokazywanie jakim się jest sprytnym, jak potrafi się życie (i innych ludzi) oszukać?! Co nam wtedy pozostaje z człowieczeństwa? Człowiek powinien kierować się w życiu zasadami, nie przebiegłością. Nawet ateista (jak ja) dochodzi w końcu do takiego wniosku…

Podsumowując teraz tę moją mini-artykuło-rozprawkę, chcę przedstawić jeden wniosek, którego do tej pory często się trzymałem, a którego teraz chcę się trzymać cały czas, bez względu na wszystko. Najważniejsze w życiu są zasady. Człowiek bez zasad nie jest nic wart. Najważniejsze jest, aby trzymać się swoich zasad, aby każdego dnia, móc wieczorem spojrzeć w lustro bez wstydu (pomijam tu bynajmniej kwestie aparycji :D ) i poczucia winy. I to jest właśnie to co się w życiu najbardziej liczy.

No, się rozpisałem. Tekst pisany bez żadnego większego przygotowania, nawet w sumie myśli porządnie nie zebrałem, więc jeśli znajdziecie jakieś błędy (co b. prawdopodobne) – dajcie znać – nikt nie jest nieomylny (tym bardziej po kilkugodzinnej nauce do sprawdzianu z chemii i francuskiego…).

Najwyższa pota zakończyć tę ekspresję moich światopoglądów, poćwiczyć, umyć się, przekartkować zeszyt i iść spać. Jutro piekielnie ciężki dzień :/ …