Żyjemy w państwie świeckim.
Polska jest krajem demokratycznym, w którym konstytucja zapewnia wolność i równouprawnienie, również wyznania. Zgodnie z konstytucją, nasze państwo jest też państwem świeckim, na podstawie art. 25, pkt. 3-ciego polskiej Konstytucji:
Stosunki między państwem a kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie, jak również współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego.
Oznacza to nie mniej, nie więcej, jak oddzielenie spraw Kościoła i kościołów od spraw państwowych i stricte politycznych. W teorii więc Kościół powinien być instytucją społeczną jak każda inna. W teori…
Żyjemy w państwie świeckim ze spuścizną chrześcijańską.
Od Chrztu Polski w 966 roku, nasz kraj znajdował się pod rosnącym wpływem chrześcijaństwa, a w szczególności obrządku katolickiego. Szczególnie uwidoczniło się to w okresie Potopu Szwedzkiego (i później). Wtedy to, zaczął się (w mojej subiektywnej, antykatolickiej opinii) największy łańcuch błędów polskich polityków (oraz monarchów) jaki kiedykolwiek dane było tej ziemi zobaczyć. “Początkiem końca” była obrona słynnego klasztoru w Jasnej Górze przed szwedzką armią. “Bohaterska” obrona nie była w rzeczywistości tak dramatyczna, jak ją później opisywano. Ba, wieść o niej stała się głośna dopiero… 2 lata później! Skąd taka rozbierzność? “Popularyzacja obrony Jasnej Góry” zaczęła się po wydaniu przez przeora Augustyna Kordeckiego (tego samego, który dowodził klasztorem podczas obrony) za namową królowej Polski (Ludwiki Marii Gonzaga) broszury “Nowa Gigantomachia”, w której dramatycznie i z polotem (a nawet przesadą) opisał dzieje obrony klasztoru Jasnogórskiego. Jaką rolę miała w tym wszystkim wspomniana królowa? Była ona kobietą światłą i wiedziała, jak szerzyć propagandę. W tym celu właśnie posłużyła obrona klasztoru Jasnogórskiego – jako symbol jednoczący wartości pro-narodowe, tradycjonalizm i siłę narodu Polskiego, który jako naród wierzący oparł się najazdowi heretyków (Szwedzi byli głównie protestantami) i z Bożą pomocą wyrwał się ze szponów wroga. Czarę goryczy przelało jeszcze oficjalne nadanie Matce Boskiej statutu Królowej Polski przez Jana Kazimierza po powrocie do kraju (prawdopodobnie również ze względów propagandowych).
Czemu piszę o tym przy okazji relacji kościół-państwo? Związek może jeszcze trudno zauważyć, ale niedługo zacznie się on wyłaniać. W tamtych (niewątpliwie trudnych) czasach, król myślał jedynie o tym, by przywrócić Polsce przedpotopową świetność. Nie wiedział i zapewne nie spodziewał się do jak wielkiej rangi urośnie jasnogórski kult oraz kult Maryjny w Polsce. Od tego czasu, nasz kraj stał się jeszcze bardziej pro-katolicki niż wcześniej. Wszelkie zwycięstwa i sukcesy zaczęto przypisywać lub choć przyozdabiać “Bożą pomocą”, a cuda mnożyły się w zaskakującym tempie…
Czas mijał, kraj przetrwał zabory, okres międzywojenny, II Wojnę Światową, a wpływ katolicyzmu na naród stawał się coraz bardziej widoczny. Choćby trywialny przykład pro-narodowego hasła wojska Polskiego z okresu II WŚ: “Bóg, honor, Ojczyzna”. Wpływ ten złagodziły trochę lata reżimu komunistycznego, który z założenia propagował ateizm. Komunizm jednak minął, Polska odzyskała wolność, zaczęło się powolne budowanie demokratycznego państwa, które zgodnie z konstytucją miało być państwem świeckim z wyraźną granicą pomiędzy państwem, a konkretnym kościołem/ugrupowaniem religijnym. Nasza narodowa tradycja była jednak zbyt przesiąknięta katolicyzmem, by takie państwo powstało. Pod przykrywką stuprocentowej świeckości, kryje się w wielu miejscach państwo conajmniej pro-katolcikie. Świadczy o tym choćby preambuła Konstytucji:
my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej,
zarówno wierzący w Boga
będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna,
jak i nie podzielający tej wiary,
a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł,
Czy:
za walkę o niepodległość okupioną ogromnymi ofiarami, za kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu
Z powyższych fragmentów wynika jasno, jaka religia ma “pierwsze miejsce” w Polsce. Bardzo dobrze ujął to ex-premier, Sz. P. (szkoda, że nie Ś.P….) Jarosław Kaczyński w swojej ostatniej wypowiedzi na temat roli Kościoła Katolickiego w Polsce:
“Kto chce w Polsce niszczyć Kościół, nastaje na sam naród [...] w wymiarze społecznym jedynym przeciwstawieniem dla jego nauki jest nihilizm.”
I wszystko jasne, bowiem…
Żyjemy w państwie wyznaniowym.
Amen ;]
A tak serio: są państwa gorsze od naszego np. w Nigerii kamieniowanie za seks pozamałżeński (oczywiście tylko kobiet), a w Arabii Saudyjskiej sądy skazują złodziei na amputacje rąk. Oczywiście, uważam, że wchodząc w sferę polityki i życia publicznego, za drzwiami zostawiam to czy jestem ateistą czy ortodoksyjnym chrześcijaninem, a najprostsze uzasadnienie tego…
Fragment mojej wypowiedzi pochodzi z artykułu “W co wierzy ateista” – jest to wypowiedź Tomka Żukowskiego: “Marzy mi się kraj skonstruowany według republikańskiej normy: ja swój ateizm zostawiam za drzwiami, kiedy wchodzę w sferę publiczną. Inni zostawiają tam swój buddyzm, katolicyzm, judaizm. I wszyscy spotykamy się jako równi. W szkołach nie ma krzyża, ale też nie ma lekcji ateizmu – mówi Tomek Żukowsk”
Podsumowując, niczym nie odstajemy od Ameryki z ich banknotami “In god we trust” i Niemców z klamrami “Gott mit uns”
Wiesz jak to mówią: “Życie pośmiertne to najbardziej dochodowa fikcja, o jakiej wiem.” (William H. Gass). Za to konkordat z Kościołem to w naszym państwie ponad 90-ciu procent wierzących praktykujących rzecz nie do zmienienia. Za czasów komunizmu ludzie czuli, że właśnie do Boga należy się zwracać o poprawę stanu rzeczy, a Kościół był za to represjonowany. Teraz to się zmieniło, ale ludzie nadal czują dług wobec duchowieństwa, więc modlą się gorliwie i zostawiają szczodre datki. A póki nie traktuje się poważnie takich oszołomów jak Pewien Ojciec, wszechwładca radia Ma Ryja, to nie jest to aż tak toksyczne, jak może się wydawać.
W komentarzach do notki o zmianie wiary i Abdulinie, mogliście się przekonać, że bynajmniej jestem zagorzałym katolikiem, a jednak muszę się lekko z Tommallą nie zgodzić
Otóż, Tomaszu pominąłeś ważny element, który przyczynił się do upadku komunizmu. Otóż jest nim mimo wszystko Kościół Katolicki! Opierając się na mojej marnej wiedzy historycznej mogę zaryzykować stwierdzenie, że w czasach rozbiorów Polacy swoją odrębność pielęgnowali poprzez tajne polskie szkoły, rozmowy w języku polskim, a także (w granicach protestanckich Prus i prawosławnej Rosji) przez podtrzymywanie tradycji katolickich, w PRLu gdzie język polski, polskie szkoły były legalne, jedynym tradycyjnym bastionem “polskości” i oporu pozostał KK.
Dlaczego KK byl przeciwko systemowi nie jest tajemnicą. Komuniści i kościół zwalczały się od powstania tych pierwszych. (BTW inną ale ciekawą kwestią jest to dlaczego? przecież głoszone przez komunistów hasła równości i zemsty proletariatu na elitach powinny współgrać z “wszyscy przed Bogiem są równi” i “ostatni będą pierwszymi”. Nie współgrały , gdyż to kościół był w tej elicie i wcale nie chciał się pogodzić z utratą wpływów w Rosji, a potem w Europie wschodniej).
I w tym ultrakatolickim kraju, jakim stala się Polska, większość Polaków, jako katolicy, miało styczność z organizacją niechętną komunizmowi. W przeciwieństwie do uczelni, czy stoczni, kościoły i związane z nimi społeczności pozostawały pod wpływem KK, bez większej ingerencji aparatu. Do tego JPII mówiący o zmianie oblicza *tej* ziemi. Podziałało. Często stykam się z opinią, że dopiero podczas pielgrzymki JPII do polski w 1979 Polacy zobaczyli jak wielu ich jest. A każdy, który stal na tej łące, musiał tam przyjść wbrew władzy. Co bylo dalej wiemy.
mimo wszystko trzeba wziąć pod uwagę ile ta “katolickość narodu” nam dala w przeszłości. Być może gdyby nie ona wszystko potoczyłoby się inaczej. Nie mówię, że byłoby to niemożliwe, a wolność zawdzięczamy tylko kościołowi (swoją drogą Czesi – naród bardziej zróżnicowany wyznaniowo – w sporej części ateistyczny, rozpoczął reformy o wiele wcześniej (1968) i także zrzucil komunistyczne jarzmo w 1989). Twierdzę tylko, że nie można tego wkladu pomijać.
Co innego później. Czy trzeba było zapraszać biskupów do Okrągłego Stołu? Trzeba było wprowadzać religie do szkól i wieszać krzyże w Sejmie? To już są pytania na które można dyskutować.
Monolityczność narodu w kwestii wiary przydała nam się w przeszłości. Ale czy jest sens nadal poprzez działania państwa tę monolityczność sztucznie podtrzymywać?
`spuśćmy na to zasłonę milczenia` .
poprostu , szkoda gadać xd .