Archiwum autora dla Tommalla

27
lis
08

KDE 4, czyli jak narobić sobie problemów…

Dawno nie pisałem. Mam nadzieję to zmienić, ale co z tej nadziei wyjdzie, dopiero się okaże. Przejdźmy jednak do tematu.

Od tygodnia jestem chory, więc siłą rzeczy siedzę w domu i nie odrywam się od komputera. Wczoraj wpadłem na genialny pomysł, żeby wreszcie pozbyć się starego, nudnego i średnio ładnego KDE 3.5 na rzecz nowego, błyszczącego KDE 4.1. Pogooglowałem, popytałem na ircu i dorwałem się do konsoli. Jeśli komuś marzy się zawojować z KDE 4.1, polecam oficjalne HOWTO . Dodam jedynie, że koegzystencja KDE 3.5 to zwykły mit i próby instalacji KDE 4 obok KDE 3.5 skończą się bolesnym zawodem i dziesiątkami nierozwiązanych zależności.

Tyle odnośnie instalacji (która nawiasem mówiąc zajęła mi około 14 godzin). Pierwsze wrażenie? Problemy.

Tak, problemów z nowym KDE jest dużo. Pierwszy, zauważalny, który z resztą bardzo daje się we znaki jest strasznie powolne działanie Plasmoidów (applety pulpitu, to za co najbardziej chwali się nowe KDE). FPS przy przenoszeniu plasmoidu, zmienianiu jego rozmiaru czy obracaniu go wynosi jakieś 0.5… Jak zwykle w takim przypadku pomocne okazuje się Google. Okazuje się, że nie jest to wcale wina KDE, ale nieudolnych sterowników NVidii dla nowszych kart graficznych. Szczerze mówiąc siedzę w tych sterownikach już drugą godzinę, zamerge’owałem najnowsze sterowniki dostępne w portage, ale problem jak na razie rozwiązuje jedynie poniższy trick:

  1. Wstawienie do /etc/X11/xorg.conf w sekcji Screen poniższego wpisu:
  2. Option "PixmapCacheSize" "1000000"
    Option "AllowSHMPixmaps" "0"

  3. Wykonanie tego polecenia po uruchomieniu X-ów:
  4. nvidia-settings -a InitialPixmapPlacement=2
    Polecenie to warto dopisać sobie do ~/.xinitrc .

Zastosowanie się do powyższych kroków przyspiesza Plasmoidy znacznie, ale nie rozwiązuje w pełni problemów. Ze względu na sterowniki, nie mogę np korzystać z efektów graficznych KDE, które są jedną z jego najlepszych stron. W problemie sterownikowym będę jeszcze siedział i nie odpuszczę, aż nie znajdę rozwiązania. Nie omieszkam go tu zamieścić.

//Edit: Udało mi się trochę usprawnić sterowniki i odblokować XComposite, dzięki czemu mogę cieszyć się dość płynnymi plasmoidami oraz efektami graficznymi. Wszystkie kroki dla różnych kart graficznych można znaleźć tutaj .

NVidia to jednak nie jedyny problem z nowym KDE. Drugim, co prawda mniej irytującym, ale wymagającym sporo pracy, jest brak wielu aplikacji znanych z KDE 3 w KDE 4. Najbardziej boli brak AmaroK-a (owszem, jest AmaroK 2 beta, w Gentoo AmaroK 1.90-r1, ale jest zamaskowany dla amd64 i NIE działa :( ). Poza tym wszystkie odpowiedniki aplikacji z KDE 3 dla KDE 4 są w Gentoo zamaskowane dla amd64, na całe szczęście większość z nich całkiem nieźle działa.

O minusach już było, NVidię oplułem pora pomyśleć o plusach… A tych jest dużo!

Co dobrego można powiedzieć o KDE 4.1? A no, że Compiz może się schować! Zaiste, wszystkie przydatne efekty są w samym KDE i chodzą tak płynnie, ja pozwalają na to sterowniki NVidii ;D. Poza tym, wspomniane Plasmoidy to zupełnie nowe znaczeni słowa “Desktop”. Naprawdę, pulpit jeszcze nigdy nie był tak funkcjonalny! Gdy tylko skończę męczyć się z NVidią i konfiguracją KDE, zarzucę paroma screenami. Nie pogardziłbym też waszymi opiniami o nowym KDE – komentujcie!

02
lip
08

Państwo, a Kościół

Żyjemy w państwie świeckim.

Polska jest krajem demokratycznym, w którym konstytucja zapewnia wolność i równouprawnienie, również wyznania. Zgodnie z konstytucją, nasze państwo jest też państwem świeckim, na podstawie art. 25, pkt. 3-ciego polskiej Konstytucji:

Stosunki między państwem a kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie, jak również współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego.

Oznacza to nie mniej, nie więcej, jak oddzielenie spraw Kościoła i kościołów od spraw państwowych i stricte politycznych. W teorii więc Kościół powinien być instytucją społeczną jak każda inna. W teori…

Żyjemy w państwie świeckim ze spuścizną chrześcijańską.

Od Chrztu Polski w 966 roku, nasz kraj znajdował się pod rosnącym wpływem chrześcijaństwa, a w szczególności obrządku katolickiego. Szczególnie uwidoczniło się to w okresie Potopu Szwedzkiego (i później). Wtedy to, zaczął się (w mojej subiektywnej, antykatolickiej opinii) największy łańcuch błędów polskich polityków (oraz monarchów) jaki kiedykolwiek dane było tej ziemi zobaczyć. “Początkiem końca” była obrona słynnego klasztoru w Jasnej Górze przed szwedzką armią. “Bohaterska” obrona nie była w rzeczywistości tak dramatyczna, jak ją później opisywano. Ba, wieść o niej stała się głośna dopiero… 2 lata później! Skąd taka rozbierzność? “Popularyzacja obrony Jasnej Góry” zaczęła się po wydaniu przez przeora Augustyna Kordeckiego (tego samego, który dowodził klasztorem podczas obrony) za namową królowej Polski (Ludwiki Marii Gonzaga) broszury “Nowa Gigantomachia”, w której dramatycznie i z polotem (a nawet przesadą) opisał dzieje obrony klasztoru Jasnogórskiego. Jaką rolę miała w tym wszystkim wspomniana królowa? Była ona kobietą światłą i wiedziała, jak szerzyć propagandę. W tym celu właśnie posłużyła obrona klasztoru Jasnogórskiego – jako symbol jednoczący wartości pro-narodowe, tradycjonalizm i siłę narodu Polskiego, który jako naród wierzący oparł się najazdowi heretyków (Szwedzi byli głównie protestantami) i z Bożą pomocą wyrwał się ze szponów wroga. Czarę goryczy przelało jeszcze oficjalne nadanie Matce Boskiej statutu Królowej Polski przez Jana Kazimierza po powrocie do kraju (prawdopodobnie również ze względów propagandowych).

Czemu piszę o tym przy okazji relacji kościół-państwo? Związek może jeszcze trudno zauważyć, ale niedługo zacznie się on wyłaniać. W tamtych (niewątpliwie trudnych) czasach, król myślał jedynie o tym, by przywrócić Polsce przedpotopową świetność. Nie wiedział i zapewne nie spodziewał się do jak wielkiej rangi urośnie jasnogórski kult oraz kult Maryjny w Polsce. Od tego czasu, nasz kraj stał się jeszcze bardziej pro-katolicki niż wcześniej. Wszelkie zwycięstwa i sukcesy zaczęto przypisywać lub choć przyozdabiać “Bożą pomocą”, a cuda mnożyły się w zaskakującym tempie…

Czas mijał, kraj przetrwał zabory, okres międzywojenny, II Wojnę Światową, a wpływ katolicyzmu na naród stawał się coraz bardziej widoczny. Choćby trywialny przykład pro-narodowego hasła wojska Polskiego z okresu II WŚ: “Bóg, honor, Ojczyzna”. Wpływ ten złagodziły trochę lata reżimu komunistycznego, który z założenia propagował ateizm. Komunizm jednak minął, Polska odzyskała wolność, zaczęło się powolne budowanie demokratycznego państwa, które zgodnie z konstytucją miało być państwem świeckim z wyraźną granicą pomiędzy państwem, a konkretnym kościołem/ugrupowaniem religijnym. Nasza narodowa tradycja była jednak zbyt przesiąknięta katolicyzmem, by takie państwo powstało. Pod przykrywką stuprocentowej świeckości, kryje się w wielu miejscach państwo conajmniej pro-katolcikie. Świadczy o tym choćby preambuła Konstytucji:

my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej,

zarówno wierzący w Boga

będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna,

jak i nie podzielający tej wiary,

a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł,

Czy:

za walkę o niepodległość okupioną ogromnymi ofiarami, za kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu

Z powyższych fragmentów wynika jasno, jaka religia ma “pierwsze miejsce” w Polsce. Bardzo dobrze ujął to ex-premier, Sz. P. (szkoda, że nie Ś.P….) Jarosław Kaczyński w swojej ostatniej wypowiedzi na temat roli Kościoła Katolickiego w Polsce:

“Kto chce w Polsce niszczyć Kościół, nastaje na sam naród [...] w wymiarze społecznym jedynym przeciwstawieniem dla jego nauki jest nihilizm.”

I wszystko jasne, bowiem…

Żyjemy w państwie wyznaniowym.

29
cze
08

Thinkpad!!

Wreszcie! Ukochany, najlepszy, najwygodniejszy najsuperekstraloptop Thinkpad R61 z procesorem Core 2 Duo T8100 (2.1GHz), 1×2GB RAM, NVidią Quadro (128MB) i wszelkimi Thinkpadowymi bajerami jest MÓJ! :>

Co tu dużo mówić – od środy świętuję, dopieszczam, instaluję itp. itd.

No, pierwsze wrażenia mam już za sobą, a teraz pora na więcej szczegółów. Na wstępie pozwolę sobie gorąco(!) polecić Olsztyński sklep komputerowy Onyks. Notebook zamówiony we środę, był u nich już następnego dnia (zamówiony około 17, telefon od Onyksu ok. 12 dnia następnego)! Poza tym bardzo profesjonalna obsługa.

Wracając jednak do Thinkpada – notebook jakich mało. Naprawdę, powiedzieć o nim “genialny” to mało. Notebook spisuje się świetnie, jest piekielnie wygodny i bardzo wydajny. Pomijając podaną wcześniej specyfikację, wspomnę o reszcie plusów tego sprzętu. Punktem który należy tu wymienić jest niewątpliwie świetny ekran WSXGA (15.4″) łapiący rozdzielczość… 1680×1050! Kolejnym plusem jest bardzo dobry touchpad oraz Navigation Point który momentami może spokojnie zastąpić myszkę ;] . Dodatkowo, laptop posiada wejścia na karty pamięci (wszystkie znane mi typy :D ) oraz na karty rozszerzeń (2 wejścia). Dodatkowo posiada wejścia/wyjścia na słuchawki, mikrofon, usb, monitor, S-Video, Ethernet, Internet i AC (:P). Niewątpliwym plusem (i bajerem :P ) jest czytnik linii papilarnych (którego jeszcze pod linuksem nawiasem mówiąc nie skonfigurowałem) oraz bardzo wygodna klawiatura z dobrze przemyślanymi klawiszami funkcyjnymi. Kończąc specyfikację dodam jeszcze do puli całkiem porządne głośniki i podświetlenie i mamy laptopa właściwie idealnego. Wymagającym może jedynie brakować kamery :P .

Wracając do innych spraw bierzących – już we czwartek wyjeżdżam na obóz informatyczny Muszyna 2008 organizowany przez stowarzyszenie Talent. Nie muszę chyba mówić, że mnie to piekielnie cieszy :D . Obóz trwa 2 tygodnie (13 dni) i zapowiada się genialnie ;] .

Żeby jednak nie zakończyć obozu kompletną klapą (jak ostatnio), na tydzień przed obozem (czyli od wczoraj) powtarzam i szlifuję algorytmy. Przy okazji piszę opisy każdego algorytmu i kody źródłowe, które potem posłużą do przygotowania minitutoriala algorytmicznego. Tutorial opublikuję po trochu/w całości przed końcem wakacji.

18
cze
08

Wakacje!

I stało się! Dla mej szanownej osoby rozpoczęły się już wytęsknione wakacje! Jeszcze się do tej sytuacji nie przyzwyczaiłem więc trudno mi określić na ile mnie to cieszy (czyt. “Kurna!? Już?! Kiedy to minęło?! :O”).

Uff, to był pracowity rok, jeden z najtrudniejszych w moim krótkim jeszcze życiu. Zmieniłem się na tyle, że sam to zauważam ( :D ).

No a teraz wracając do spraw ważnych – za rączkę z tutorialem (i z mieczykiem przez błędy kompilacji, problemy enkapsulacyjne itp. itd.) udało mi się wreszcie porzucić znaną wam z poprzedniego wpisu kostkę 3D na rzecz… modeli! Tak, mój 435-liniowy silniczek nauczył się wczytywać modele 3D. To milowy krok dla tego mini-projektu. Dodatowo, dla własnej wygody zaimplementowałem system oddalania i przybliżania kamery. Oto jak wygląda:

3D Spsceship ;]

Sprostowanie: Korzystam z tego tutoriala. Choć z zewnątrz efekty mojej pracy oraz pracy autora tutoriala wyglądają właściwie identycznie, w środku diametralnie się różnią. Główną różnicą jest bardzo duży nacisk na obiektowość w moim silniku. Jedyne co czerpię z tutoriala to fragmenty kodu czysto OpenGL-owe i ładujące tekstury/modele, bo tego po prostu sam nie umiem zrobić. Korzystam również z takiego samego modelu z braku innego i lenistwa (nie chce mi się szukać modeli po sieci ;p).

No, nakleiłem sobie plaster na sumienie, teraz kolej na wasze opinie…

15
cze
08

After Chaos Engine

Wakacje za pasem, a ja ruszyłem wreszcie swoje szanowne 4 litery i zabrałem się za Engine 3D, który sobie od dawna obiecuję. Nie oszukujmy się, prawdopodobnie mi się nie uda (70% samodzielnych, dużych projektów z reguły kończy się maksymalnie połowicznym sukcesem) ale przynajmniej się czegoś nauczę. Silnik powstaje w OpenGL-u przy użyciu darmowego interfejsu graficznego GLUT (wiem jak to brzmi :D ). W chwili obecnej całość ma ponad 300 linii kodu i potrafi wyświetlić kolorową kostkę:

Cube3D

którą można obracać o 20* w każdą stronę. No, to by było na tylę na chwilę obecną. Zabieram się właśnie za porządki w kodzie, a następnie spróbuję mojego małego kolegę (kostkę, zboczuchy! :P ) oteksturować.

Byłbym zapomniał – okno nie ma obramowań ani belki tytułowej z winy compiza. To jakiś duuuuży bug, którego nie mogą rozwiązać od ponad roku. Nie chciało mi się w tym grzebać, grunt że bez pasków całkiem znośnie działa.

@Edit: Udało się! Za rączkę z tutorialem udało mi się oteksturować tą wstrętną kostkę. Diabelnie fajne, nieprawdaż(?):

Na chwilę obecną lekko poszatkowany kod ma ponad 450 linii.

12
cze
08

Polacy zawsze mają pecha…

“Polacy zawsze mają pecha!

Na szczęście ciągle mamy czas!

Ani Holendra, ani Czecha…

Pech prześladuje tylko nas!”

[Big Cyc - Pechowy jak Polak]

Jak mieliśmy okazję widzieć na meczu Polska – Niemcy, nasz naród pasuje jak ulał do tekstu piosenki.

Ja, nie wyróżniając się zbytnio wśród rodaków, również ostatnimi czasy cierpię na piekielnego pecha!

A to mi się popołudnie nie ułoży, a to zachoruję przed wakacjami, a to sobie rozwalę nadgarstek (jak dziś). Niby błahostki, ale zebrane “w kupę” potrafią nieźle w kość dać :/.

Wiem, pierdolę od rzeczy. Pecha nie ma, farta nie ma, jest tylko przypadek. Musiałem się trochę wyżalić światu jakie to życie jest złe i do kitu. Na szczęście już niedługo wakacje ( ;) ) oraz nowy komputer ( :) ), a potem obóz informatyczny w Muszynie ( :D ).

Byle do 20….

A co potem? Poza wspomnianym obozem, w te wakacje mam zamiar ostro za algorytmy się wziąć, trochę dorobić oraz zająć się trochę 3D (OpenGL). Czas pokaże co z tego uda mi się zrealizować, ale jestem dobrej myśli…

W końcu mam pecha, gdybym był złej myśli to w ogóle nic by mi się w życiu nie udawało ;) .

04
cze
08

Resztkami sił…

Koniec roku szkolnego za pasem – idealna pora, by wypruć sobie ostatnie żyły, które jeszcze jakimś cudem (jak to sformułowanie ironicznie w moim przypadku brzmi…) ocalały. Po prostu “Kur*a mać!” – jak w pewnym starym, kultowym, polskim filmie. Zastanawia mnie jakim cudem odnajduję w sobie tyle siły, by uczyć się i zdawać po kolei tyle egzaminów ile miałem już w tym tygodniu i ile mi jeszcze zostało….

Dla dokładności (co leży w mej naturze) dodam, że zaliczałem już w tym tygodniu 6 sprawdzianów/egzaminów (mamy środę wieczór…), a przede mną jeszcze jakieś 5…

Co rzadko mi się zdarza, ogarnia mnie swoiste uczucie bezsilności, braku motywacji do dalszej walki z jakże kur*a niesprawiedliwymi nauczycielami (jak to ujął Tuwim “Mądrale, oczytane faje [Całujcie mnie wszyscy w dupę!]“). Swoją drogą ciekawe co miała moja chemica z matematyki, skoro z 5 na półrocze, 5, 5 i 4+ wychodzi jej 4 na koniec?! Albo taki wfista – 5 na półrocze, jedna 5 w tym półroczu, 4 na koniec O.o. Albo taka Anglistka co to ocenia jedną pracę na 6 (która nawiasem mówiąc ma od ch*ja błędów, i dwa razy więcej błędów których ten babszyl nie zauważył), a drugą IDENTYCZNĄ (no dobra, poprawiłem błędy :P ) na 5+, która zapytana o powód odpowiada, że praca jest na zbyt niskim poziomie…

Mówicie, że życie jest piękne? To się kur*a grubo mylicie! Życie jest brutalne, trudne, rzuca bez przerwy kłody pod nogi i niewiele je obchodzi wasz los! I tu dochodzimy do sedna sprawy. Co jest w takim bezsensownym, brutalnym życiu jest najważniejsze?

To ciekawy temat, który można analizować na wielu przykładach. Jako że już od kwestii ocen zagalopowałem się aż do kwestii sensu życia, napomknę o wydarzeniu powiązanym z obydwiema tymi kwestiami. Wydarzeniem tym była dzisiejsza praca klasowa z matematyki (graniastosłupy). Nikt (ze mną włącznie) nie miał czasu się do niej przygotować, więc zdobyłem zadania i odpowiedzi (nie pytajcie jak i skąd), wykułem się ich i rozdałem chętnym po klasie. Posypią się szóstki jak nic, ja już wiem że mam (oddałem pierwszy, a przywilejem pierwszej ławki jest zaglądanie nauczycielowi na biurko :P ). Jednakże, kiedy dostałem wymarzoną ocenę, wcale nie byłem z niej zadowolony. Wręcz przeciwnie, źle się z nią czułem.

Ktoś powiedziałby (i nawet wiem kto :D ) “Debil!”, czy jak to się teraz czasem zwykło mawiać “Idź do domu!” (w ciekawszych wariantach pojawia się też nawiązanie do psa w postaci “budy” zamiast domu, ale to już temat na całą książkę odn. słownictwa polskiej młodzieży z okresu początku XXI wieku…), ktoś inny powiedziałby pewnie “Ej, daj spokój, przecież zadania rozwiązałeś sam w domu, nie miałeś czasu się uczyć, zawsze jesteś szóstkowym uczniem, należało Ci się”. Pierwszy, choć wulgarny, miałby w tym odrobinę racji – darowanemu koniowi się przecie w zęby nie zagląda. Drugi z kolei racji miałby jeszcze więcej – faktycznie, nie miałem czasu i zadania dzień przed były moją ostatnią deską ratunku. Zastanowiło mnie to jednak i jak to często w moim wypadku bywa, zmusiło do myślenia.

Co ja teraz, po przemyśleniach mam do powiedzenia? A no mam do powiedzenia, że “G*wno prawda!” (i nie, nie jestem anarchistą). Owszem, byłem sprytny, byłem zdeterminowany i chwytałem każdą okazję, by “wyjść na swoje”. Ale czy ma to jakiś sens? Czy ma jakiś sens pokazywanie jakim się jest sprytnym, jak potrafi się życie (i innych ludzi) oszukać?! Co nam wtedy pozostaje z człowieczeństwa? Człowiek powinien kierować się w życiu zasadami, nie przebiegłością. Nawet ateista (jak ja) dochodzi w końcu do takiego wniosku…

Podsumowując teraz tę moją mini-artykuło-rozprawkę, chcę przedstawić jeden wniosek, którego do tej pory często się trzymałem, a którego teraz chcę się trzymać cały czas, bez względu na wszystko. Najważniejsze w życiu są zasady. Człowiek bez zasad nie jest nic wart. Najważniejsze jest, aby trzymać się swoich zasad, aby każdego dnia, móc wieczorem spojrzeć w lustro bez wstydu (pomijam tu bynajmniej kwestie aparycji :D ) i poczucia winy. I to jest właśnie to co się w życiu najbardziej liczy.

No, się rozpisałem. Tekst pisany bez żadnego większego przygotowania, nawet w sumie myśli porządnie nie zebrałem, więc jeśli znajdziecie jakieś błędy (co b. prawdopodobne) – dajcie znać – nikt nie jest nieomylny (tym bardziej po kilkugodzinnej nauce do sprawdzianu z chemii i francuskiego…).

Najwyższa pota zakończyć tę ekspresję moich światopoglądów, poćwiczyć, umyć się, przekartkować zeszyt i iść spać. Jutro piekielnie ciężki dzień :/ …

30
maj
08

Wycieczka, wycieczka… i po wycieczce

Wpis krótki acz treściwy – po tygodniu nieobecności wróciłem z wycieczki klasowej do Karłowa. Było fajnie, fajne góry (Stołowe) ludzie różni, z połową klasy się skłóciłem, zostałem wyklęty przez cygankę, której nie chciałem dać 2 złotych i sporo przemyślałem. Wyniki może niedługo zaprezentuję (jeśli znajdę czas i wystarczające pokłady weny). Na chwilę obecną idę spać – dobrze by się w sumie było wyspać…

21
maj
08

Potyczki Algorytmiczne 2008 – koniec

Wczoraj skończyły się tegoroczne PA.

Oto z grubsza bilans tegorocznego startu:

Wypita kawa: ~2l,

Zapisane kartki: ~15,

Zarwane noce – 6 pod rząd,

PKT (Dywizja A + Dywizja B) – 19

Miejsce (A+B) – 828/2772

PKT(Dywizja B) – 17

Miejsce (B) – 841/2772

Czyli dużo wysiłku i mierne wyniki. Ale cóż, tego się spodziewałem ;]. Teraz przynajmniej wiem, jakie mam braki. Jeden właśnie zacząłem uzupełniać – odpoczynek. Wczoraj (tj. ostatniego wieczora Potyczek) prawie zemdlałem…

Achh, przede mną długi weekend! Szkoda tylko, że nie za bardzo mogę w tym czasie odpoczywać… Już jutro muszę zacząć prace na-po-weekendzie pisać, a tydzień po weekendzie (zaraz po wycieczce, mam wolne od jutra do 1-wszego) to tydzień w którym nie ma dnia bez ważnego sprawdzianu/pracy klasowej od której(go) zależy moja ocena :/. Na wycieczkę biorę książki :/.

Ech, byle do wakacji…

06
maj
08

Gentoo -> Server

Od pewnego czasu planuję stworzenie mini ligi programistycznej (o jakże pr0 roboczej nazwie „Young Programmers’ League”). Do tej pory miotałem się między różnymi pomysłami/pisaniem własnej sprawdzarki/zastanawianiem się nad sensem przedsięwzięcia. W niedzielę jednak, dorwałem w łapy sprawdzarkę DOMJudge. Fakt, konfiguracja wydaje się trudna, ale uznałem, że mając 2 dni wolne (matury) zdążę choć zacząć….

Poleciałem więc do gabinetu ojca, dorwałem starą maszynę brata [Duron 800MHz, 384MB RAM(256+128), Nvidia 256, Ethernetowy Realtek, HDD 20GB] i zacząłem na nim stawiać Gentoo jako przyszły serwer… Szczerze mówiąc pobiłem swój życiowy rekord – konsolę z własnego kernela ujrzałem już po 2 dniach, mimo problemów technicznych :]. W tej chwili, komp stoi obok, kompiluje się na nim fluxbox (wolę gui-edytory, nano mnie zaczyna irytować powoli :P ), potem robię apache’a, php, mysql, iptables i no-ip. Jak wszystko zadziała, to ruszam z DOMJudge i stawiam serwerek :]. Życzcie mi powodzenia.