Byłem dziś w kinie na “Elizabeth: Złoty Wiek” i “Jestem Legendą”. Zdecydowałem się napisać coś-niecoś o filmach i wypadzie. Ostrzegam, mogą pojawić się spoilery, mimo że będę ich unikał.
Po ostrzał najpierw pójdzie Elizabeth… Cóż mogę o tej pani powiedzieć? A to, że była za gruba… Czy też zbyt napakowana – w krótkim (114 min) filmie upchnięto zbyt dużo wątków, przez co przy n-tym wątku miłosno-intrygowym, umysł zaczyna się wyłączać. Nie mniej jednak film przyjemny wizualnie, momentami z odrobiną humoru. Zdaje się jednak, jakby kończył się odrobinę za szybko.
Po Elizabeth przychodzi kolej na rolę W. Smitha (którego nawiasem mówiąc coraz bardziej lubię) w I Am Legend. Co można o niej powiedzieć? A no to, że była dobra. Reżyserzy postawili wszystko na jedną kartę imieniem Will, która grała główną rolę przez 99% filmu i przez jakieś 65% była jedyną postacią… uhm, jedynym człowiekiem (
) którego widział widz. Will się postarał, nie powiem, ale sądzę, że stać go na ciut więcej. Sam pomysł stary jak świat – wirus zamieniający ludzi w zombie, opanowywujący cały świat. “Jestem Legendą” wyłamywał się tu trochę ze schematu gore, jaki prezentują sobą takie (po przemyśleniu) gnioty, jak Resident Evil, czy 28 Dni/Tygodni Później, gdyż stawiał bardziej na pokazanie psychiki ostatniego żywego człowieka, niż na straszenie widza. Prawie się udało. Pomysł fajny, lecz nie do końca dobrze wykorzystany. Czemu? Trudno właściwie znaleźć dokładną przyczynę. Wkurza strasznie fakt, że film kończy się właściwie “w środku”. Akcja zaczyna się rozwijać i nagle ciach!, koniec filmu :/ . No ale trzeba przeboleć. A szkoda, bo fajny pomysł i super aktor. Na zakończenie jeszcze o jednym wielkim plusie filmu – strona wizualna. O ile zarażeni i jelenie mogły komuś nie przypaść do gustu, to Nowy Jork powoli przekształcający się na powrót w dzicz był miodzio
.
Reasumując – Filmy dobre, lecz nie idealne. Jeśli jednak szukamy dobrego kina, warto się przejść. Jeśli mamy do tego fajne towarzystwo, tym bardziej warto