Posty otagowane ‘laptop

24
kwi
08

Laptop – Slax z PenDrive’a

Ten wpis tworzę z pokładu jednogigowego Pen’a z którego odpaliłem slax’a na laptopie mamy który zabieram do Pucka.
Nie powiem, jestem pozytywnie zaskoczony. Już teraz można nagrać nasz ulubiony system na “gwizdku” i zabrać go ze sobą gdziekolwiek chcemy ;]. Slax ma tylko KDE, ale spisuje się ładnie więc można brak Gnome’a przeboleć. Ogólnie system prezentuje się fajnie – działa szybko, ma wszystko czego potrzeba, wszystko inne można łatwo doinstalować. Warto jednak odrobinę znać konsolę. Dla przykładu przy tworzeniu kont i zmienianiu passwordów command center się zwieszał i tyle z mojego zmieniania, podczas gdy w konsoli wystarczyło jedynie passwd oraz adduser.

Slax jest mi potrzebny, bo laptopa zabieram do Pucka, na obóz informatyczny (o którym z resztą pisałem w poprzednim poście), a nie chcę pracować na preinstalowanym windowsie (zainstalować linuksa nie mogę :/).

System wymaga jeszcze dopracowania, czym zajmę się dziś ale i tak jak dla mnie wymiata. Mogę go wziąć gdzie chcę i odpali się na 60% komputerów (tych obsługujących bootowanie z pen’a, a takich coraz więcej ;]).
Żyć, nie umierać ;]

@Edit: Dziś po dopieszczeniu systemiku postaram się wrzucić parę screenów i/lub zdjęć.

29
sty
08

Gentoo

“Gentoo”…. Jakże to wieloznaczne pojęcie. O ile “Ubuntu” oznacza “humanity to others”, o tyle “Gentoo” oznacza “difficuties to everyone”. Z kolei i idąc innym tokiem rozumowania, “Ubuntu” oznacza “Nie potrafię postawić Debiania”, “Debian” oznacza “Nie potrafię postawić Gentoo”, to “Gentoo” oznacza “Znajdź sobie wreszcie dziewczynę!” (lub obrazowo, acz obco, “Get a life!”). Do czego zmierzam?

Nie, tak łatwo nie będzie. Posłużę się kolejną metaforą….

Gdyby życie przedstawić jako grę, o trzech poziomach trudności (easy, normal i nightmare :P ), to stawianie Gentoo byłoby przynajmniej “difficult”. To przez co ja dziś przechodziłem, można jednak określić jedynie jako “Boss Level” na poziomie “nightmare”.

Ale po kolei. Zacznę od wczoraj, czyli od pierwszych prób z Gentoo. Zakupiłem szczęśliwie w mieście 2 płyty CD. Na jednej nagrałem DamnSmallLinuksa w wersji 4.2 (dla pewności, że do czegoś będzie można “wrócić”), a na drugiej Gentoo LiveCD 2007.0 . Jakiż to był zawód, gdy okazało się, że stary laptop (96 rocznik!!!!) ma za mało ramu do załadowania LiveCD…. Nie poddałem się jednak i pobrałem Minimal- 56-megową wersję, zawierającą jedynie konsolę i podstawowe aplikacje dzięki którym przy sprawnym połączeniu o dużej przepustowości, można system zainstalować. Przeczekałem noc, przeżyłem dzień szkoły (który nawiasem mówiąc zakończyłem w połowie, przez ekscesy związane ze stanem jelit po kuracji antybiotykowej), zakupiłem płytę i około 14-tej rozpocząłem instalację Gentoo…

I się zaczęło. Z początku było nieźle. Trzeba przyznać, że oficjalny handbook Gentoo jest najlepszym faq-howto jakie w życiu widziałem. W pełni spolonizowany, dokładny, zawierający odnośniki do pełnych list poleceń, flag etc, etc…

Plusem, który od razu rzucił się w oczy przy pierwszych krokach z konsolowym “minimalem” była konsolowa przeglądarka internetowa (tak! przeglądarka internetowa!) links. Majstersztyk ;] . Przebija IE5, mimo że nie ma X-owego/Explorerowego GUI ;) .

Pierwsze problemy zaczęły się przy próbach budowania drzewa pakietów dla Portage, aplikacji sterującej Gentoo (w grubym skrócie).

Do zbudowania tego drzewa, potrzebne były pliki z internetu, który mimo działającego linksa, nie chciał działać dla niektórych aplikacji. Nie wiedziałem tego jednak. Domyśliłem się dopiero po kilku próbach z różnymi adresami serwerów i sprawdzeniu paru dodatkowych opcji (dlatego ważna prawda: -h/–help nie gryzie!) i doszedłem do źródła problemu. Te, jak zawsze przy moim routerze siedziało w DNS-ach. Wystarczyła mała korekta /etc/resolv.conf (wpisanie adresów serwerów DNS “na sztywno”), zablokowanie możliwości zmian w resolv’ie i voilà! Śmigało ;]

// Wiem, że bloga czytują też laicy- DNS to specjalny rodzaj serwera zamieniający domenę (w grubym skrócie to co wpiszemy w przeglądarkę), na adres IP (4 liczby z zakresu 0-255, oddzielone kropkami, np.: 127.0.0.1), dzięki któremu możemy oglądać strony www. Resolv.conf zaś, to plik w Linuksie, który adresy tych serwerów przechowuje.

To jednak nie był koniec moich problemów… Laptop jest stary, zakurzony i łatwo się przegrzewa. Wiedziałem o tym wcześniej i chłodziłem go jak się dało. Niestety. Na pewnym etapie instalacji, po prostu się wyłączył (BIOS ma funkcję kontroli temperatury).

Byłem wściekły. Uczuciem, które brało jednak górę nad złością, był strach – Czy wszystkie poprzednie operacje poszły na marne? Dzięki Bogu nie ;] . Wszystko dzięki specyficznemu  typowi instalacji Gentoo, który właściwie w niczym nie przypomina instalacji… Dostajemy konsolę, komendy, howto i musimy pobierać i rozpakowywać potrzebne pliki. Następnie kompilujemy kernela, środowisko graficzne i różne inne fajne rzeczy :P .

Do czego zmierzam? A no do tego, że miałem już gotowy system plików i partycje oraz konto na nich. Wystaczyło tylko zamontować wszystko w odpowiednich miejscach, chrootować się i walczyłem dalej. Teraz jednak byłem przezorniejszy. Obłożyłem gorącego laptopa lodem (w ręcznikach). Działało! Działało… Już nie działa. Czemu? A bo, żeby zmniejszyć wydzielanie ciepła wyłączyłem zasilanie i zapomniałem zupełnie o maksymalnym czasie działania baterii (1.5h?). Efektem czego, przy wyborze opcji do kompilacji kernela (dzięki Bogu nie w czasie kompilacji!),ujrzałem czarny ekran…

Myślałem, że rozwalę ten sprzęt… Ale nic, pozostaje mi zostawić to na jutro. To nawet dobrze, bo lód mi się kończyl… :P :/ . Poza tym zdążę zebrać więcej informacji o sprzęcie i kompilacja będzie profesjonalniejsza (choć pewnie nie ideał ;]).

Podsumowując, co już mam:

-popartycjonowany dysk,

-system plików,

-drzewo do Portage,

-źródła kernela,

-polską stronę kodową,

-punkt bezpiecznego powrotu do instalacji ;] .

Więc jutro zaczynam od kompilowania kernela… A dziś trzeba zrobić angielski i przynajmniej jedno łatwe zadanie z MAIN’a…

27
sty
08

Koniec ferii

Niestety, wszystko co się kiedyś zaczyna, musi się też kiedyś skończyć.

Nie inaczej też jest z tegorocznymi feriami, które skończą się dla Warmii i Mazur dziś o 00:00.

Pora na podsumowanie dwóch tyogdni wolnego. Co udało mi się zdziałać?

Jakby nie patrzeć, plan na ferie, o którym wcześniej pisałem chyba zrealizowałem. Co prawda teoria grafów wymaga utrwalenia, a i algorytmów zbytnio nie ruszyłem, to jednak zabrałem się za to i robiłem co mogłem :P . Klasy powtórzyłem mimowolnie- przy projekcie gry w kółko-krzyżyk.

No właśnie- jak wyżej. Napisałem (trochę na poczekaniu) grę w kółko-krzyżyk. Pracuję w wolnych chwilach nad v2.1, narazie publikuję v2.0 dla Linuksa: [www] oraz źródło do samodzielnego skompilowania: [www] (coś mi nawala, wgram później).

Do kompilacji służy polecenie:
g++ game.cpp implem.cpp -o game `sdl-config --cflags --libs`

Poza tymi, zacząłem lekturę “Matematyki Konkretnej”, ale niestety nie mam na nią zbyt wiele czasu (:(). Przez drugi tydzień ferii codziennie musiałem zasypiać po lekturze biologii ;/ . Zaczynam mieć dość szkoły, która paradoksalnie utrudnia naukę potrzebnych jednostkom przedmiotów. Efektem takiego postępowania są wszechstronni, młodzi, wykształceni obywatele, którzy nie mogą znaleźć pracy… Ale o tym może w innym wpisie.

A! Byłbym zapomniał. Naprawiłem laptopa, o którym pisałem w jednym z poprzednich wpisów. Problemem okazała się.. luźna śrubka, która przyczepiła się do magnesu tuż obok lasera… Bez komentarza :D .

Dziś jescze zaisntaluję na maszynce Gentoo. Następnym wpisem będzie prawdopodobnie Gentoo review ;] .

To by było właściwie na tyle. Teraz trzeba spakować się do szkoły i w oczekiwaniu na koniec pobierania Gentoo pouczyć się biologii i zrobić sobie dokładny plan nauki na wszelkie weekendy i wolne dni do 12 kwietnia…