Znowu w domu. Niby fajnie, bo na własnych śmieciach, a jednak chętnie jeszcze bym w górach został…
Czemu? A bo fajnie było. Fajni ludzie, fajne miejsce, fajne zajęcia. Super spędzony tydzień
. Krótki opis:
- Droga do Wierchomli. NUUUUUUUDY!! W życiu tak się nie nudziłem. Z dyskografią Godsmacka na uszach (mp3) i wszelkimi możliwymi w samochodzie rozrywkami, po 9h jazdy byłem już ledwo żywy… Zdążyłem po drodze napisać w podręcznym notesiku: 95% działającego kodu gry w kółko i krzyżyk (binarkę i kod kompatybilny z linuksem mogę przysłać każdemu chętnemu), szkielet silnika 2D, implementację drzewa binarnego i kilka innych…
- Na miejscu było bardzo fajnie. Dzień z grubsza można opisać w kilku punktach:
- pobudka o 8-ej,
- śniadanie,
- narty od 9-tej, do 14-15-tej,
- basen/sauny/jaccuzzi,
- obiadokolacja koło 17,
- poker, tv, rozmowy itp.
- Piątek – byliśmy na nartach krócej, a koło 14-tej skorzystaliśmy z dobroci strefy Schengen i pojechaliśmy na zakupy na Słowację… OMG! Takich cen w naszym kraju nie uświadczysz… Pilsner za złotówkę!? 2l Coli za 3.50?! Sygnowane wina za 5zł!? Te ceny były śmieszne… Zrobiliśmy zakupy, które u nas kosztowałyby koło 1000zł. Zapłaciliśmy 350… Dalej jestem w szoku
. - Powrót – męczący, bo bardzo długi. Wracaliśmy w sobotę, kolumną w 5, od pewnego momentu 4 samochody. Były częste postoje – jednym z samochodów jechało 6-cio miesięczne dziecko. Wróciłem o 22 z hakiem, zmęczony, ale szczęśliwy ;] .
Co teraz? A no teraz trzeba wrócić do w miarę normalnego trybu życia. Muszę przepisać wszystko, co wymyśliłem, poprawić trochę kółko i krzyżyk (wtedy przekompiluję i udostępnię na blogu), nauczyć się do kilku sprawdzianów/prac klasowych i poukładać sobie czas do końca tego miesiąca.