Posty otagowane ‘nauka

04
cze
08

Resztkami sił…

Koniec roku szkolnego za pasem – idealna pora, by wypruć sobie ostatnie żyły, które jeszcze jakimś cudem (jak to sformułowanie ironicznie w moim przypadku brzmi…) ocalały. Po prostu “Kur*a mać!” – jak w pewnym starym, kultowym, polskim filmie. Zastanawia mnie jakim cudem odnajduję w sobie tyle siły, by uczyć się i zdawać po kolei tyle egzaminów ile miałem już w tym tygodniu i ile mi jeszcze zostało….

Dla dokładności (co leży w mej naturze) dodam, że zaliczałem już w tym tygodniu 6 sprawdzianów/egzaminów (mamy środę wieczór…), a przede mną jeszcze jakieś 5…

Co rzadko mi się zdarza, ogarnia mnie swoiste uczucie bezsilności, braku motywacji do dalszej walki z jakże kur*a niesprawiedliwymi nauczycielami (jak to ujął Tuwim “Mądrale, oczytane faje [Całujcie mnie wszyscy w dupę!]“). Swoją drogą ciekawe co miała moja chemica z matematyki, skoro z 5 na półrocze, 5, 5 i 4+ wychodzi jej 4 na koniec?! Albo taki wfista – 5 na półrocze, jedna 5 w tym półroczu, 4 na koniec O.o. Albo taka Anglistka co to ocenia jedną pracę na 6 (która nawiasem mówiąc ma od ch*ja błędów, i dwa razy więcej błędów których ten babszyl nie zauważył), a drugą IDENTYCZNĄ (no dobra, poprawiłem błędy :P ) na 5+, która zapytana o powód odpowiada, że praca jest na zbyt niskim poziomie…

Mówicie, że życie jest piękne? To się kur*a grubo mylicie! Życie jest brutalne, trudne, rzuca bez przerwy kłody pod nogi i niewiele je obchodzi wasz los! I tu dochodzimy do sedna sprawy. Co jest w takim bezsensownym, brutalnym życiu jest najważniejsze?

To ciekawy temat, który można analizować na wielu przykładach. Jako że już od kwestii ocen zagalopowałem się aż do kwestii sensu życia, napomknę o wydarzeniu powiązanym z obydwiema tymi kwestiami. Wydarzeniem tym była dzisiejsza praca klasowa z matematyki (graniastosłupy). Nikt (ze mną włącznie) nie miał czasu się do niej przygotować, więc zdobyłem zadania i odpowiedzi (nie pytajcie jak i skąd), wykułem się ich i rozdałem chętnym po klasie. Posypią się szóstki jak nic, ja już wiem że mam (oddałem pierwszy, a przywilejem pierwszej ławki jest zaglądanie nauczycielowi na biurko :P ). Jednakże, kiedy dostałem wymarzoną ocenę, wcale nie byłem z niej zadowolony. Wręcz przeciwnie, źle się z nią czułem.

Ktoś powiedziałby (i nawet wiem kto :D ) “Debil!”, czy jak to się teraz czasem zwykło mawiać “Idź do domu!” (w ciekawszych wariantach pojawia się też nawiązanie do psa w postaci “budy” zamiast domu, ale to już temat na całą książkę odn. słownictwa polskiej młodzieży z okresu początku XXI wieku…), ktoś inny powiedziałby pewnie “Ej, daj spokój, przecież zadania rozwiązałeś sam w domu, nie miałeś czasu się uczyć, zawsze jesteś szóstkowym uczniem, należało Ci się”. Pierwszy, choć wulgarny, miałby w tym odrobinę racji – darowanemu koniowi się przecie w zęby nie zagląda. Drugi z kolei racji miałby jeszcze więcej – faktycznie, nie miałem czasu i zadania dzień przed były moją ostatnią deską ratunku. Zastanowiło mnie to jednak i jak to często w moim wypadku bywa, zmusiło do myślenia.

Co ja teraz, po przemyśleniach mam do powiedzenia? A no mam do powiedzenia, że “G*wno prawda!” (i nie, nie jestem anarchistą). Owszem, byłem sprytny, byłem zdeterminowany i chwytałem każdą okazję, by “wyjść na swoje”. Ale czy ma to jakiś sens? Czy ma jakiś sens pokazywanie jakim się jest sprytnym, jak potrafi się życie (i innych ludzi) oszukać?! Co nam wtedy pozostaje z człowieczeństwa? Człowiek powinien kierować się w życiu zasadami, nie przebiegłością. Nawet ateista (jak ja) dochodzi w końcu do takiego wniosku…

Podsumowując teraz tę moją mini-artykuło-rozprawkę, chcę przedstawić jeden wniosek, którego do tej pory często się trzymałem, a którego teraz chcę się trzymać cały czas, bez względu na wszystko. Najważniejsze w życiu są zasady. Człowiek bez zasad nie jest nic wart. Najważniejsze jest, aby trzymać się swoich zasad, aby każdego dnia, móc wieczorem spojrzeć w lustro bez wstydu (pomijam tu bynajmniej kwestie aparycji :D ) i poczucia winy. I to jest właśnie to co się w życiu najbardziej liczy.

No, się rozpisałem. Tekst pisany bez żadnego większego przygotowania, nawet w sumie myśli porządnie nie zebrałem, więc jeśli znajdziecie jakieś błędy (co b. prawdopodobne) – dajcie znać – nikt nie jest nieomylny (tym bardziej po kilkugodzinnej nauce do sprawdzianu z chemii i francuskiego…).

Najwyższa pota zakończyć tę ekspresję moich światopoglądów, poćwiczyć, umyć się, przekartkować zeszyt i iść spać. Jutro piekielnie ciężki dzień :/ …

21
maj
08

Potyczki Algorytmiczne 2008 – koniec

Wczoraj skończyły się tegoroczne PA.

Oto z grubsza bilans tegorocznego startu:

Wypita kawa: ~2l,

Zapisane kartki: ~15,

Zarwane noce – 6 pod rząd,

PKT (Dywizja A + Dywizja B) – 19

Miejsce (A+B) – 828/2772

PKT(Dywizja B) – 17

Miejsce (B) – 841/2772

Czyli dużo wysiłku i mierne wyniki. Ale cóż, tego się spodziewałem ;]. Teraz przynajmniej wiem, jakie mam braki. Jeden właśnie zacząłem uzupełniać – odpoczynek. Wczoraj (tj. ostatniego wieczora Potyczek) prawie zemdlałem…

Achh, przede mną długi weekend! Szkoda tylko, że nie za bardzo mogę w tym czasie odpoczywać… Już jutro muszę zacząć prace na-po-weekendzie pisać, a tydzień po weekendzie (zaraz po wycieczce, mam wolne od jutra do 1-wszego) to tydzień w którym nie ma dnia bez ważnego sprawdzianu/pracy klasowej od której(go) zależy moja ocena :/. Na wycieczkę biorę książki :/.

Ech, byle do wakacji…

10
sty
08

Tworzenie własnych repozytoriów

Ostatnimi czasy, kolega zainstalował sobie w domu Fedorę 8 (tak, ta cała moja gadka o społeczności zaczyna działać ;] ). Niestety, nie ma dostępu do internetu, co nie pozwala w praktyce na isntalację pakietów.

Dlaczego? A dlatego, że od dawna już twórcy popularnych dystrybucji wycofali możliwość instalacji pakietów z płyty (jeszcze pamietam ten menadżer instalacji oprogramowania z płyty na Mandrake’u 10.1 ;] ). Przy próbie instalacji pakietu, yum/rpm odwołuje się automatycznie do repozytoriów internetowych, których dla niego… nie ma. Komputer fizycznie nie ma podłączenia do sieci, więc nie ma siły, aby zależności zostały rozwiązane. Włączenie opcji ignorowania błędów i podobnych też niewiele daje, bo niektórych pakietów po prostu brakuje…

W tym momencie, takiej osobie pozostaje tylko mozolna instalacja brakujących pakietów paczka, po paczce. To jednak nie jest dobre rozwiązanie. Czemu? Bo kolejnej paczce, do szczęścia może brakować pięciu innych, a tym pięciu po 5 kolejnych dla każdej, i tak dalej! W ten sposób powstaje gigantyczne drzewo zależności. Taką tragiczną sytuację, obrazowo nazywa się często “piekłem zależności”. Pasuje, prawdaż ;] ?

Co więc może zrobić nieszczęsny użytkownik, który znalazł się w takiej sytuacji? Odpowiedź jest prosta, choć aby ją znaleźć musiałem dać się wyśmiać, spędzić godziny na googlach, a potem plując jadem na piekielnie uprzejmą społeczność i wsparcie z jej strony, dorwałem się do odpowiedniego programu, zacząłem eksperymentować, edytować i kombinować. I udało się :)

Ale po kolei. Nasz biedny użytkownik, nie mając dostępu do repozytoriów internetowych. musi… stworzyć własne! Wbrew pozorom, jest to bardzo łatwe i wręcz “bezbolesne”. Jedyne, co może być w tej operacji trudne, to instalacja odpowiedniego pakietu. Do wykowania kroków, które za chwilę przedstawię, potrzeba pakietu o nazwie createrepo. Nie wiem, czy jest na płycie Fedory 8 (nie mam pod ręką), ale mam prawo przypuszczać, że nie. W tym wypadku, należy w jakimś miejscu, w którym dostaniemy dostęp do sieci pobrać, najlepiej najnowszą wersję, a następnie zainstalować ją w swoim systemie. O rozmiary bym się nie bał- u mnie ważyła 51kB :)

Ok, kiedy mamy już działający Createrepo, musimy wreszcie zacząć tworzyć nasze wyczekiwane repozytorium  :)

Zaczynamy od utworzenia folderu. Dla wygody i zgodności, niech znajduje się w /home . Nazwijmy go “myrepo”.

Kiedy mamy już nasz folder, musimy skopiować do niego wszystkie paczki z płyty instalacyjnej Fedory [dla innych dystrybucji też powinno działać] + dodatkowe paczki, jeśli chcemy [wtedy jednak lepiej, żeby wszystkie zależności byly tam pomyślnie rozwiązane]. Kiedy już wszystko jest na miejscu, wchodzimy do konsoli i wykonujemy [ja wykonywałem z roota, choć powinno też dzialać ze zwykłego użytkownika]:
createrepo /home/myrepo

Po pomyślnym wykonaniu polecenia musimy jeszcze “podsunąć” yumowi repozytorium. Najwygodniej zrobić to w nautilusie. żeby mieć dostęp do plików systemowych, najlepiej uruchomić go jako root, wpisując w konsoli jako root:
nautilus /etc/yum.repos.d

Po wykonaniu tego polecenia, powinniśmy zobaczyć okienko nautilusa z otwartym katalogiem zawierającym pliki *.repo. Są to pliki, z których korzysta yum, do rozwiązywania zależności i pobierania pakietów z internetowych repozytoriów. Tam właśnie musimy umieścić plik “myrepo.repo”, o następującej treści:

[myrepo]
name=Myrepo
baseurl=file:///home/myrepo
enabled=1
gpgcheck=0

Po tej operacji nasze repozytorium powinno już działać:

[root@localhost repo]# yum install gnutella
Loading "installonlyn" plugin
Setting up Install Process
Setting up repositories
myrepo 100% |=========================| 951 B 00:00
Reading repository metadata in from local files
primary.xml.gz 100% |=========================| 2.2 kB 00:00
myrepo : ################################################## 3/3
Parsing package install arguments
Nothing to do

*Nothing to do- źle wpisałem nazwę pakietu, nie ma związku z repozytoriami.

:)

Gdyby yum, dalej chciał jednak odwoływać się do internetowych repozytoriów, można mu je usunąć. W praktyce sprowadza się to do usunięcia z /etc/yum.repos.d wszystkich plików *.repo poza utworzonym przez nas. Dla bezpieczeństwa, polecam jednak uprzednio wykonać ich kopie.

I to by było właściwie na tyle, mam nadzieję, że komuś pomogłem :)

Wszelkie pytania/uwagi mile widziane, bo z notki zrobił się właściwie pokaźny artykuł i nie wykluczam błędów.

Zanim zakończę wpis, uzupełnię go o jeden szczegół, który wczoraj obiecałem. Mój plan nauki na ferie to mniej więcej:

- powtórzenie klas,

- może grafy i algorytmy grafowe.

W międzyczasie lektura “Matematyki konkretnej”.

09
sty
08

Urodziny i coraz bliższe ferie

Obiecałem sobie, że blog będzie tylko lub prawie tylko o IT. Dziś jednak złamię te przyrzeczenie, a to za sprawą czterech wspaniałych osób, które potrafiły sprawić, że dzień stał się lepszy :)

Uznałem, że słowa są niepotrzebne, niech przemówią obrazy ;] :

Kartka 1

Środek

Kartka 2
Tu aż łezka w oku mi się zakręciła ;]

Środek

Wewnątrz różowej torby, był też kubek. Z opakowania wynikało, że od taki sobie, zwykły, jednokolorowy (różowy :D ) kubek ceramiczny. Jakież było moje zdziwienie i pozytywne zaskoczenie, kiedy go otworzyłem… A z resztą- zobaczcie sami ;]

[www]

To naprawdę dużo znaczy ;]

Ale dość już rozczulania się nad dniem, który pomijając akcenty tego typu, był dniem nauki i codziennej pracy. Nauczyciele potrafią dać w kość… Dzięki Bogu do ferii pozostały tylko 2 dni. Trzeba siąść i zrobić sobie plan nauki na te dwa tygodnie, bo zaczynam nabierać pewności, że przejdę do drugiego etapu OIG :P . Jutro pewnie będzie gotowy, skrobnę coś o nim prawdopodobnie w kolejnym wpisie. Poza tym uznałem, że wezmę udział w dodatkowym konkursie informatycznym [www]. Mimo strasznej komerchy i M$-em zalatującym na kilometr, test jest dość prosty (OIG przy tym, to pikuś ;p) i nie powinien sprawić większych trudności. Polecam wszystkim, którzy czują się dobrzy z”informatyki”, a programowanie to dla nich czarna magia :) .